Podróż w odcinkach: Japonia (5) czyli Wu wśród Wiśni

10:47 by
.
Shibuya


Poniedziałek. Ludzie biegną do pracy, a Wu zwiedzać Tokio. Wybraliśmy na początek Shibuyę. Plan był lekko przerażający, ponieważ Luby umówił się do dentysty w środku dnia. Mi oczywiście szkoda było czasu na pojechanie gdzieś w miasto, potem powrót w okolice mieszkania, czekanie i znowu zwiedzanie. Zapadła więc przerażająca decyzja – zostaniesz sama! Luby pożyczył od Brata komórkę i wręczył mi (Brat został ze służbowym telefonem) – dziwna jakaś. Dobrze, że chociaż, po mojej interwencji, zmienił mi menu z japońskiego na angielskie… ;) Dostałam też od Lubego karteczkę zapisaną po japońsku - z nazwą „naszej” stacji, adresem domu i nazwą miejsca, w którym mieliśmy się spotkać (w razie czego). 

Źródło: awesome Google Maps




Pojechaliśmy więc… i Shibuya przywitała nas tym:



To cudo leciało, co jakiś czas na tym ekranie w różowej ramce za mną:

Każdy chyba zna to duuuuże przejście :)

Jest to o tyle straszne, że po kilku przesłuchaniach - głośno - się wkręca i późnij łazilismy z Lubym powtarzając to nieszczęsne "kiss your mind, kiss your mind" (nie, to nie jest "kissumałe, kissumałe" tudzież "kiss umae, kiss umae" ➤ umae = bardzo dobre w wersji nieeleganckiej).





Przespacerowaliśmy się trochę, Luby pokazał mi gdzie i co i poszliśmy jeść:







Jadłam kotleta z kurczaka z ryżem w sosie curry. Dobre, tylko cholerstwo ostre. Do picia – zimna woda. Ja nie jestem przywykła do zimnego. Chciałam herbatę… albo chociaż gorącą wodę… nie ma i nie można zagrzać! Oczywiście nie jest tak wszędzie. ;) Jednak zdarzyło się kilka razy, że musiałam się zadowolić wodą z lodem.

Po lanchu-obiedzie luby sobie pojechał. Bawił mnie, bo się stresował, że gdzieś zaginę w akcji… a ja poszłam zwiedzać. W sumie Shibuya to głównie różne sklepy… (duże sieciówki - kilka pięter i ciekawie wyglądające) np.:

Forever 21




Bershka



...i sporo różnych malutkich sklepików z oryginalnymi i czasem dziwnymi dodatkami, ubraniami, butami, torbami, ubraniami domowymi, ślicznymi akcesoriami itd. - więcej zdjęć nie mam.

Filmy na DVD:




Oryginalna reklama…czegoś:




Pan Sumo!!




Pani Lolitka – podziwiam za dopracowanie szczegółów. Ładna sukienka, ładnie upięte włosy, makijaż… Bardzo przemyślany styl. Wiem.. zdjęcie jest lekko rozmazane, za co przepraszam. Nie zauważyłam tego od razu i mam tylko to jedno.  





Chodziłam sobie po ulicach i sklepach ponad 2 godziny. W końcu Luby zadzwonił, że jest w mieszkaniu i czy coś ma mi przywieźć. TAK! Kurtkę. Zimno się zrobiło nagle. 



Źródło: awesome Google Maps 


Na powyższym satelitarnym zdjęciu z Google Maps widać to wielkie skrzyżowanie w Shibuya i jedno mniejsze, ale też duże, tam po lewej i zaznaczony punkt – Hachiko.


Hachikō (jap. ハチ公 Hachikō, ur. 10 listopada 1923 w Ōdate, zm. 8 marca 1935) - pies rasy akita, który czekał w tym samym miejscu nieprzerwanie prawie 10 lat na przybycie swojego pana przy tokijskiej stacji w dzielnicy Shibuya. Doceniając wierność, lojalność i oddanie psa, mieszkańcy Tokio wybudowali obok dworca jego pomnik. W Japonii znany jest jako chūken Hachikō (忠犬 ハチ公, czyli wierny pies Hachikō). Źródło - Wikipedia :)


No więc stoi sobie posąg siedzącego pieska i jest to miejsce, w którym dużo ludzi się umawia… i mówiąc „dużo” mam na myśli tłum nie do przebicia się. W związku z tym nie poszłam oglądać pieska i nie mam zdjęcia.

Zdążyło się zrobić ciemno zanim Luby przyturlał się na umówione miejsce, a ja siedziałam sobie na murku, robiłam zdjęcia czym stresowałam przechodniów, którzy nagle wchodzili mi w kadr i obserwowałam ludzi.






Poszliśmy jeść i spacerować. Najpierw odwiedziliśmy zaprzyjaźniony malutki Curry Shop, w którym Luby trochę kiedyś pracował:



Napiłam się tu ciepłej sake, co by się rozgrzać.. więc już w weselszym i zbliżonym do głupawki nastroju udaliśmy się na spacerek w stronę Harajuku. Po drodze natrafiliśmy na ciekawy sklepik o nazwie Condomania  i podstnowiliśmy go zwiedzić. Wyglądał trochę jak nasze kioski, te do których można wejść – ustawiony na środku chodnika. W środku miła pani i spory wybór. Akcesoria od poważnych do zabawnych. :)






No cóż… Harajuku się już zamykało. Mam tylko 2 zdjęcia – z toalety:


i wejścia do sklepu (pilnowali, żeby nie robić więc i tak dobrze, ze mam jedno ;P):


Harajuku odwiedziliśmy później jeszcze raz, za dnia, ale tylko „przelotem” czyli ta ulica jest nadal na mojej „to visit list”.

c.d.n.
Wu wśród Wiśni: 12345678910111213



 
dziękuję za wypowiedź

all rights reserved :) ®
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

17 komentarzy:

  1. Fajne żarcie, lubię ostre to pewnie by mi mega smakowało. No nic, czas kupić lotto, żeby mieć nadmiar gotówki na wojaże:P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. a ja wcale nie zużywam nadmiaru gotówki na wojaże tylko wszystko co mam ;) ale lotto by się przydało.... oj by się przydało!

      Usuń
  2. Dlaczego tak pilnują i się stresują fotkami?

    OdpowiedzUsuń
  3. Haha, reklama tych kissmintów też wkręciła mi się (po jednorazowym przesłuchaniu) i przyłapuję się na nuceniu jej w myślach, czyli ogólnie spełnia swe zadanie.
    Zgłodniałam, zjadłabym kare raisu! Ej, właśnie też nie widziałam pomnika Hachiko, choć przechodziłam w jego okolicach. A z Harajuku mam ogrom zdjęć, nie widziałam żadnych zakazów.
    P.S. - W zakładce u góry: Wu wśród Wiśni pod numerem piątym napisałaś, że Prefektura Nagano. Chyba mała pomyłka? Bo powyżej w sumie Tokio z Ibaraki : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cofam post-scriptum! Wszystko ok. Pomieszały mi się numerki : D

      Usuń
    2. no bo zakazów nie było, ale krzyczeli... ja myśle, że to jest tak (z obserwacji): obcokrajowcy mogą..., ale krajowcy niekoniecznie. Ja byłam z Lubym i często zwracali uwagę - Jemu nie mi - że ja nie moge robić fotek. :D

      Usuń
    3. Pewnie tak. Aaaa i jaka wysoka jesteś! Dopiero teraz zauważyłam, że 178 cm. Zawsze wydawałaś mi się wysoka, ale nie aż tak, wow! : D

      Usuń
    4. muszę to kiedyś sprawdzić (jesli będę miała okazję) i sama iść zdjęcia robić. :D A wzrost - czyż to nie jest super najważniejsza informacja na tym blogu? LOL XD

      Usuń
  4. z checia bym wrucila tam :) a ta reklama czegos to kobitki tanczace w robotach :) calkiem zabawne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. no ja też z chęcią znowu polecę :)

      Usuń
  5. kiss your mind wciąż siedzi mi w głowie a przesłuchałam tylko 2 razy! Sama w Tokio, stresik był?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ma moc ta reklama :D Stresik był jak się pojawił pomysł, ale jak już byłam w Shibuyi to mi przeszło za to Luby się martwił. ;) Główny problem jest taki, że ja nie mówię po japońsku, a oni słabo po angielsku więc ciężko by mi było się dogadać. No to jak się zgubię, to co? Ale miałam tą kartkę z zapisanymi nazwami po japońsku więc spokojnie. Później nawet byłam niezadowolona, ze juz wrocił... XD

      Usuń
  6. Jak ja Ci zazdroszczę! Moim marzeniem jest kiedyś wybrać się do Japonii.
    Reklama powalająca. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jest to jak najbardziej możliwa wycieczka do zrealizowania :) a reklama... prawda? :D i tak bez przerwy...

      Usuń
  7. Mieliśmy kiedyś akita inu - to wspaniałe psy

    OdpowiedzUsuń
  8. Znamy, znamy skrzyżowanie - najlepiej je oglądać "w ruchu" ze Starbucksa w Tsutaya :)
    Pozdrawiam, Asia

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania! <3 (Maniacy gramatyczni, reklamy, czytanie bez zrozumienia i hejty nie są mile widziane. :)