Podróż w odcinkach: Japonia (11) czyli Wu wśród Wiśni -> co ma sake wspólnego ze świątynią? kościół katolicki i tradycyjny japoński ślub
To była niedziela. Niedziela to dzień wyjątkowo leniwy i spowolniający funkcje życiowe. Nie przepadam za niedzielami. Skoro jednak była to pomyślałam, że może można by odwiedzić kościół – najlepiej katolicki. Wujek Google szybko pomógł i o to jest: Kościół św. Ignacego...
i nawet jest dominikanin z Polski.
- Ok – mówię – Luby, jedziemy tam. Daleko to?
- TAK
- No trudno, jedziemy. Na 5 minut wejdę. Spacer będzie.
Oczywiście najpierw był lunch w supermarkecie:
Kościół św. Ignacego mieści się przy katolickim Uniwersytecie Zofii (Sophia University). Okazało się, że Luby kiedyś miał pomysł, żeby tu studiować, ale ostatecznie wybrał Rikkyo Uni., który z resztą też jest katolicki.
![]() |
zdjęcie i mapa z Google Maps :) |
Trafiliśmy na mszę po hiszpańsku. Zrobiłam tylko jedno zdjęcie w środku, bo był zakaz (przynajmniej w czasie mszy).
![]() |
źródło / source |
Msze po polsku są raz w miesiącu i prowadzi je o. Paweł Janociński, który do Japonii wyjechał w 1977 r.
Wg japońskiej Wikipedii katolików w Japonii jest 452,678 czyli 0,35%.
Z kościoła udaliśmy się do parku Yoyogi odwiedzić Meiji Jingu. Jingu = shintoistyczna świątynia. Luby stwierdził, że jak będę miała szczęście to zobaczę tradycyjny ślub. Miałam... dwa razy. ;) Ale po kolei...
Po wejściu do parku poczułam się absolutnie cudownie. Wysokie drzewa, zielono. Brakowało mi tego widoku. Od razu się odprężyłam. Nie żebym źle się czuła w dużych miastach... wręcz przeciwnie – ja kocham duże miasta, ale natura, od czasu do czasu jest mi bardzo potrzebna.
Jak sobie szliśmy alejkami to prócz wycieczek szkolnych składających się z krzyczących nastolatków, turystów i ludzi, którzy po prostu przyszli odpocząć, podejrzanie sporo osób, elegancko ubranych (czyli panowie w garniturach, a panie w kimonach) pędziło, jakby lekko spóźnieni, przed siebie. Okazało się chwilę później, że to goście weselni.
tradycyjnie pani truchta za panem |
Ciekawym widokiem po drodze do świątyni są beczki… beczki od sake, ale bez sake. Nazywają się kazaridaru czyli beczki ozdobne. Tetsuo Hasuo z Japan Sake Brewers Association wyjaśnia, że „w Japonii sake zawsze łączyła bogów z ludźmi“. W niektórych starych pismach zamiast słowa sake używano miki, które składało się z dwóch znaczków oznaczających boga i wino. „Podczas festiwalu ludzie idą do świątyni, piją sake i to sprawia, że są szczęśliwsi i bardziej połączeni z bogami“ (mi się takie wyjaśnienie podoba... nie wiem jak Wam).
Miki używana jest w świątyniach podczas festiwali, a festiwale są głównie wiosną i jesienią. Mniejsze świątynie zaopatrują się u lokalnych dostawców, ale dwie główne świątynie: Meiji Jingu w Tokio i Ise Jingu w Prefekturze Mie przyjmują dary od dostawców z całego kraju (jest ich ok 1,800). W tychże świątyniach są komitety zwane shuzokeishinkai, które zajmują się logistyką czyli kto przysyła, co i kiedy. Komitet zamawia zawsze dokładnie tyle beczek (pełnych) ile faktycznie dany festiwal będzie potrzebować. Przekroczenie tego limitu byłoby nietaktem. Przeważnie więc pozostali dostawcy dają po jednej butelce lub beczce, ale pustej. Dostarczenie większej ilości alkoholu niż go faktycznie potrzeba byłoby mottainai czyli marnotrawstwem. W wielu świątyniach beczki (te puste) są związywane i ustawiane razem (jak na zdjęciu).
Miki używana jest w świątyniach podczas festiwali, a festiwale są głównie wiosną i jesienią. Mniejsze świątynie zaopatrują się u lokalnych dostawców, ale dwie główne świątynie: Meiji Jingu w Tokio i Ise Jingu w Prefekturze Mie przyjmują dary od dostawców z całego kraju (jest ich ok 1,800). W tychże świątyniach są komitety zwane shuzokeishinkai, które zajmują się logistyką czyli kto przysyła, co i kiedy. Komitet zamawia zawsze dokładnie tyle beczek (pełnych) ile faktycznie dany festiwal będzie potrzebować. Przekroczenie tego limitu byłoby nietaktem. Przeważnie więc pozostali dostawcy dają po jednej butelce lub beczce, ale pustej. Dostarczenie większej ilości alkoholu niż go faktycznie potrzeba byłoby mottainai czyli marnotrawstwem. W wielu świątyniach beczki (te puste) są związywane i ustawiane razem (jak na zdjęciu).
beczki od różnych japońskich producentów sake |
o ile dobrze pamiętam to te beczki były od głów różnych krajów |
tori ;) |
Kiedy
odwiedzamy Meiji Jingu możemy się, jak już wspomniałam, natknąć na
shintoistyczną procesję ślubną. Typowa procesja jest dowodzona przez dwóch
kapłanów i dwie kapłanki, za nimi idzie para młoda osłonięta czerwonym
parasolem no i dalej rodzina i przyjaciele.
Podczas
ceremonii para dzieli się trzema czarkami poświęconego wina ryżowego (pije raz
jedno raz drugie). Kapłan recytuje shintoistyczną liturgię, a kapłanki
odprawiają specjalny taniec. Młodzi mówią wypowiadają też słowa przysięgi.
Ceremonia
kończy się kolejną procesją.
Ślub wychodzi:
W przerwie między ślubem a ślubem obejrzałam miejsce modlitw:
I kolejny ślub wchodzi:
Goście weselni się pakują do busa i udają na imprezę:
Drzewo... :P
Kapłan:
Jeśli ktoś z Was pragnie wziąć tradycyjny japoński ślub w Meiji Jingu to tu jest oficjalna strona (po japońsku): http://www.meijikinenkan.gr.jp/wedding/index.html
c.d.n.
zwróć uwagę na zasady ;)
Chciałbym wybrać się kiedyś do Japonii... Jak już będę obrzydliwie bogatym CEO korporacji zła to sobie w Tokio kupię apartament:P
OdpowiedzUsuńA co do samego ślubu... Czy to jest jakoś uświetnione tradycją, że panny młode przebierają się za pieczarki? ;]
sam jesteś pieczarka :D "The Japanese bride-to-be may be painted pure white from head to toe, visibly declaring her maiden status to the gods. Two choices of headgear exist. One, the watabōshi, is a white hood; the other, called the tsunokakushi, serves to hide the bride's 'horns of jealousy.' It also symbolizes the bride's intention to become a gentle and obedient wife."
UsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńTen komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńすごい!Uwielbiam kulturę Kraju Kwitnącej Wiśni i odkąd odkryłem Twojego bloga nie odpuściłem żadnego posta o tej tematyce. Chciałbym kiedyś odwiedzić Japonię. A Tobie bardzo zazdroszczę i czekam na następne artykuły!
OdpowiedzUsuńBardzo się cieszę! :) A wyprawa do Japonii jest jak najbardziej możliwa! Życzę Ci, żeby się udało. ;) Pozdrawiam i zapraszam znowu :)
UsuńTak sobie pomyslalam,ze tradycyne sluby sa super.Podobnie jak w Krakowie,czy w gorach w Polsce.Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńtez tak myślę, tylko ta "pieczarka", co ją panna młoda ma na głowie to symbol posłuszeństwa mężowi... i to mi się akurat nie podoba zbytnio :D
UsuńDlaczego Twojego bloga nie ma jeszcze na Blogowskaz.org ???
OdpowiedzUsuńOprotestowuję się , będę jak na Wielbłąda przystało - kopał i tupał :P
nie wiem czemu... przepraszam ;) za chwilę to naprawię :P
UsuńNo :) To mi się podoba :)
UsuńJuż jestem pewna gdzie to jest, również miałam okazję zobaczyć właśnie ślub shintoistyczny i to też w tej świątyni :D To takie ekscytujące kiedy czytam o czymś i poznaję to miejsce~.
OdpowiedzUsuńI mam takie pytanko, na koniec wstawiłaś zdjęcie kapłana, czy chodzą oni też w innych kolorystycznie dobranych strojach? Bo jestem ciekawa kto sie tak miło do mnie uśmiechnął kiedy z zachwytem się za nim oglądałam :D
Wprobeninwa Deborah Smith Download
OdpowiedzUsuńskilobterloi