[PODRÓŻE] Toden Arakawa Streetcar w Tokio


- Noooo cholera jasna! I czego hałasujesz dziadu przebrzydły?! – otwieram jedno złe oko i mamroczę w poduszkę. Luby ledwo na mnie spojrzał i dalej zwijał swój futon. Patrzę na telefon.
- 8 jest! Rano… ÓSMA! Po co wstałeś? – mamroczę dalej mrugając z niedowierzaniem. A Luby się do mnie szczerzy. I to mnie oczywiście jeszcze bardziej wkurza.
- I teraz muszę przez ciebie wstać i iść do toalety. I po co wstałeś?! – wygrzebuję się na czworakach z futonu i człapię na oślep mamrocząc dalej pod nosem. Luby w tym czasie pije kawę.
- Ja… my… czy? – Luby próbuje zacząć rozmowę gdy wracam w stronę futonu, ale mu przerywam.
- Żadne „my” mój drogi! Ja śpię, a Ty se rób co chcesz. – Ostentacyjnie zawijam się w przykrycie.
- Ok to ja pójdę do Book Off i… - Nie wiem, co dalej mówił, bo zasnęłam.

Luby zostawił mi kartkę, że wrócił koło jedenastej. Obudziłam się po 10:00.
- Pieprzony jetlag! – zakrzyknęłam rzucając ją z powrotem na stół. – Gdzie w tym domu jest kawa?!

Śniadanie, maile, prysznic i ogarnianie się później byłam w miarę gotowa do wyjścia i całkiem zadowolona z czasu jaki osiągnęłam. I wtedy wrócił Luby i oświadczył, że teraz weźmie prysznic. I że jest głodny. I że ładna pogoda i co my dzisiaj właściwie robimy?


I mimo tych wszystkich poślizgów pierwsze zdjęcie tego dnia zrobiłam o 11:31! Na ulicy przed domem!



Udaliśmy się na całkiem długi spacer uliczkami Tokio. Zjedliśmy curry na lunch i poszliśmy złapać metro. Po niedługiej przejażdżce i krótkim spacerze dotarliśmy na miejsce naszej dzisiejszej rozrywki. Była nią przejażdżka tokijskim tramwajem.



- Jaki uroczy! – Powiedziałam.
- Kawaiiii – Potwierdził Luby.

Nie wsiedliśmy jednak, bo nie jechał w naszą stronę (widać na filmiku). Na podstawie obserwacji szybko rozkminiliśmy, że są dwa rodzaje tramwajów: starsze i nowsze. O ile zazwyczaj proszę w duchu o nową wersję pojazdu na który czekam (bo ciszej, nie trzęsie, ma klimatyzacje, czystszy itd.) o tyle tu było na odwrót. Byle tylko przyjechał starszy! Nowe, również ładne, ale już bez klimatu i mniej kawaii też były ok. Gdybym podróżowała tą linią częściej, tak jak spora część czekających osób, to pewnie wolałabym właśnie je. Skoro jednak chcę się przejechać tramwajem, bo jest fajny, to zależało mi na starszej wersji.



- Ok! Idzie! – Zawołał Luby.
- Jedzie. – Poprawiłam go automatycznie.

Do tramwaju wsiada się przednimi drzwiami i płaci z góry za przejazd. Cena jest zawsze taka sama, niezależnie od długości. Można zapłacić gotówką (monetami albo banknotem – wyda resztę!) albo jedną z kart, które działają również w metrze itd. Piknęłam więc swoją SUICA, a Luby wrzucił monetę (bilet kosztuje niecałe 200 jenów) i zajęliśmy strategiczne miejsca czyli na stojąco, z przodu, za panem motorniczym.

Nasza wycieczka zaczęła się na stacji Higashiikebukuro Yonchome (blisko z Ikebukuro). Trasę możecie zobaczyć na mapce, a część naszej podróży uwieczniłam na filmiku więc zapraszam do obejrzenia. :)



Tōkyū Setagaya Line i Toden Arakawa Line to są ostatnie linie tramwajowe w Tokio. Ta pierwsza nalezy do prywatnej firmy Tokyu Corporation, ta druga natomiast jest miejska. Odpowiedziane za nią jest Tokyo Metropolitan Bureau of Transportation czyli Toei. Linie trochę się różnią. Nie będę się jednak rozwodzić nad różnicami pomiędzy tramwajami. Jak chcecie poczytać więcej to: link 1 i link 2. :)

Wracając do naszej wycieczki... Linia Arakawa powstała w 1911 roku. Nazwa pochodzi od dzielnicy przez którą biegnie. Linia powstała by umożliwić dotarcie do parku Asukayama słynącego z pięknych wiśniowych drzew. My również się tam wybraliśmy. Muszę tu dodać, że Luby jechał tą linią pierwszy raz i w parku również wcześniej nie był. :) Trasa tramwaju ma ok. 12 km (jedzie się w sumie godzinę) i przebiega pomiędzy domami. U nas tramwaje jeżdżą normalnie po drogach, a ten wciska się pomiędzy płoty działek, ściany budynków i pranie. Tylko co jakiś czas przecina skrzyżowanie i po chwili znowu znika z ulicy.




Jeżeli lubicie czytać Murakamiego, to być może kojarzycie ten tramwaj? Pojawił się w Norwegian Wood. Dworzec Otsuka, który był naszą trzecią stacją, jest blisko domu bohaterki powieści – Midori. Pierwszym przystankiem linii jest Waseda. Kojarzycie nazwę? To uniwersytet Murakamiego i bohaterów powieści – Midori i Toru.

Arakawa Toden ma 30 przystanków – od Waseda do Minowabashi. Wzdłuż linii jest sporo atrakcji. Można więc zakupić sobie specjalny dniowy bilet i spędzić w okolicy tramwaju cały dzień przesuwając się od przystanku do przystanku i korzystając z pobliskich atrakcji. A co to są np. za atrakcje? Park rozrywki Arakawa, w którym prócz kolejek jest np. zoo, Sunshine City w Ikebukuro czyli centrum handlowe i park rozrywki, wspomniany już Asukayama Park albo Toden Omoide no Hiroba gdzie można dowiedzieć się czegoś o historii tramwajów (link). ;)


FILMIK:


Stacja na której wysiedliśmy to Asukayama. Od niej kilka kroków dzieliło nas od wspomnianego wcześniej parku. Park położony jest pięknie na małym wzgórzu (jak wskazuje nazwa) i można się do niego dostać od tej strony na dwa sposoby: schodami lub kolejką (darmowa). No oczywiście, że wjechaliśmy wagonikiem (to jest dosłownie wagonik – kapsułka) razem z innymi – rodzicami i ich malutkimi dziećmi. A propos, to był dzień wolny, bo Golden Week akurat trwał w najlepsze i widać było na ulicach, nie tylko całe rodziny, ale i sporo tatusiów spędzających czas z dziećmi (bez mamy). To tak jakby ktoś chciał mówić, że mężczyźni w ogóle się nie zajmują dziećmi i nigdy nie mają wolnego dnia – nawet jeśli mają. ;)

Google Maps: Street View
Google Maps: Street View

Park Asukayama jest raczej mały. Można z niego popatrzeć na miasto z góry i na przejeżdżające shinkanseny. Było kilka osób, które wyraźnie oczekiwały na przejazd pociągu, dzierżąc aparaty w dłoni. Było też paru rodziców, którzy pokazywali je piszczącym z radości pociechom. W parku jest spory plac zabaw, jest sklepik i oczywiście toalety. Można też wejść do bardzo starego wagonika tramwajowego albo obejrzeć lokomotywę, taką z piecem.






Posiedzieliśmy sobie na ławeczce i poobserwowaliśmy ogólną radość, piszczące dzieci, biegających za nimi roześmianych rodziców, poklaskujących radośnie babcie i dziadków, piknikujące grupki przyjaciół i zakochane pary. Bardzo przyjemnie.



Z parku udaliśmy się na przystanek Oji by wrócić tramwajem (tak, spodobało się nam ;) ) w okolice Ikebukuro. Tam czekała na nas kolejna atrakcja na ten dzień, ale o tym opowiem w następnym tekście. :)

Bibliografia:
1. Luby
2. http://www.kotsu.metro.tokyo.jp/ [dostęp: 23.08.2015]
3. http://www.tokyu.co.jp/railway/railway_global/english/english_index.html [dostęp: 23.08.2015]
4. Anna Zielińska-Elliott „Murakami i jego Tokio” (s. 24-26)




c.d.n.

PS nowe wpisy w prawie każdą środę ;)
PS2 wpisy "zdjęcia tygodnia" co poniedziałek.

Zasubskrybuj by otrzymawać informacje o nowych wpisach bezpośrednio na e-mail! Kliknij! :)

all rights reserved :) ®

4 komentarze:

  1. Dziekuję za zdjęcia i film. Rozczuliły mnie białe rękawiczki motorniczego. Czy prowadzi na stojąco, czy tylko tak mi się wydaje ?
    Piekne zdjęcia.
    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję za komentarz. :) Tak, motorniczy cały czas stał. Nie miał tam nawet żadnego zydelka.

      Pozdrawiam!

      Usuń
  2. Uwielbiam wpisy z dialogami... Szkoda tylko, że tak mało fotek jedzenia - to moja ulubiona kuchnia!

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania! <3 (Maniacy gramatyczni, reklamy, czytanie bez zrozumienia i hejty nie są mile widziane. :)