100 + 8% (z serii: sklepy w Japonii)

source

Trzeci maja, koło godziny 14:00. Wysiedliśmy właśnie z metra na stacji Ekoda. Nasza dwudniowa podróż z Polski do Japonii zbliża się ku końcowi. Mimo zmęczenia jesteśmy podekscytowani – nasza radość wynika głównie z myśli o zbliżającym się prysznicu i futonie. 

Udało nam się w końcu wytarabanić ze stacji z naszymi tobołami i ruszamy w drogę do mieszkania. Słońce pięknie świeci i mimo, że jest trochę za ciepło, każde z nas ma pod swoją opieką prawie 30 kg bagażu, a przed nami spacerek na około 15 minut, to humory mamy dobre (pewnie dzięki pochłonięciu siatki onigiri w pociągu z Narity ;).

Przed wyjazdem kupiłam sobie „sunącą” walizkę czyli taką na czterech kółkach, Luby też taką ma. Jego walizka to skrzynka, twarda i mocna. Moja natomiast jest częściowo twarda, a częściowo nie. Już za minut parę okaże się, że to będzie problem. 

Przesuwamy się powoli na przód, a nasze nadejście zwiastuje mało subtelny dźwięk powstający w wyniku spotkania kółek i tokijskiej ulicy. I tak sobie radośnie jedziemy aż tu nagle moja walizka ukochana zaczęła szorować spodem o beton. NOWA WALIZKA! W mieszkaniu okazało się, że owszem ma te 121 litrów i da się ją jeszcze powiększyć, ale najwyraźniej producent założył, że te zapakowane 121 litrów będzie lekkie… Dno walizki, tam gdzie jest zamek, się ugięło pod cięzarem ubrań i prezentów i okazyjnie szorowało o bruk. Całe szczęście, że się dziura nie zrobiła.

Co tu zrobić? I w tym oto momencie przechodzimy do tematu notki! ;) No bo gdzie iść? Oczywiście, że do sklepu stujenowego (100円ショップ, Hyaku En Shoppu). W pierwszym lepszym przybytku, tuż za rogiem, znalazłam pomocny przedmiot. Była to drewniana, bardzo leciutka, kratka, która oryginalnie przeznaczona jest do tego, żeby coś na niej postawić – buty albo donicę z kwiatkiem. W magiczny sposób miała nawet odpowiednią wielkość. Oczywiście spisała się wyśmienicie, kosztowała mnie ok 3 zł i znowu jej użyję (bo nie mam zamiaru kupować nowej walizki). ;) Zdjęcia wam nie pokażę, bo kratkę sobie obwinęłam folią bąbelkową, co by się nowe dziury w podszewce nie porobiły. Nie wygląda więc teraz zbyt ładnie. ;)

source

Sklepy stujenowe są cudowne. Wchodzisz i hulaj duszo, piekła nie ma! Dlaczego? Bo jest prawie wszystko, jest tanie, jest ciekawe, jest ładne i jakościowo dobre. O ceny zapytacie? Większość produktów kosztuje 100 jenów plus 8% podatku. Są też produkty tańsze i są też czasem droższe. Nie ma obaw jednak, bo cyferki są zawsze wyraźnie napisane (ale bez podatku). 

Sieci sklepów stujenowych jest dużo, np: 

- CAN DO 
- Seria 
- meets 
- największa DAISO 
- Lawson 100 - głównie jedzenie

A propos to sporo marek w Japonii ma swoje własne pioseneczki i (niestety) często lecą one bez przerw w sklepach. Mam dla was przykłady dwa: piosenkę z Can do i z Lawson 100 (ta jest moim koszmarem ;) ):







Stujenowce są co kwałek – od jednego regału w jakimś innym sklepie do dużych – kilkupiętrowych. Jednym z największych w Tokio jest sklep Daiso Harajuku w Takeshita Dori, kilka kroków od Stacji Harajuku. Stamtąd są też moje materiały audio-wizualne. ;)




Co m.in. tu znajdziemy?


- artykuły papiernicze jak śliczny papier orgiami,
- materiały szkolne i biurowe,
- artykuły kuchenne,
- narzędzia,
- pudełka do bento (w tym bento na banana, które można kupić już w sklepach w Polsce ;),
- zabawki, 
- przecudnej urody naczynia,
- artykuły łazienkowe,
- papierowe abażury,


- skarpetki,
- bieliznę,
- ubrania,
- artykuły ogrodnicze,
- artykuły do rękodzieła,
- sprzęt sportowy,
- różne przedmioty użytku domowego jak paputki, miotła, mop, paputki do wc, ręczniczek itd.
- alkohol,
- parasole,
- kosmetyki (kupiłam tu bardzo dobry zmywacz do paznokci, który nie smierdzi!),
- JEDZENIE – czasem tylko słodycze, a czasem wszystko (dobre jest) ;) Szukajcie np. Lawson 100 ;)

source
Nas sam koniec mam wybitne dzieło kinematografii w postaci filmiku nakręconego w sklepie Daiso z Harajuku. Moją ręką. Filmik jest jaki jest. Nie ma się co oszukiwać, że szału nie robi! ;) Ale jeżeli ktoś z was ma ochotę obejrzeć to zapraszam!






Lubisz to?
all rights reserved :) ®

4 komentarze:

  1. Stujenowce wydają się bardzo ciekawe! A te piosenki, które wkleiłaś na pierwszy rzut oka, czy raczej ucha, mi się podobają, aczkolwiek pewnie jakbym miała ich słuchać codziennie podczas pobytu w sklepie, to szybko bym je znienawidziła ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajnie zajrzeć do zwykłego życia w tak odległym miejscu :)
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  3. Przypomniały mi się brytyjskie poundlandy, czyli funciaki :D Piosenki brzmią podobnie jak z kilku ulubionych bajek anime. Fajny post, przeniósł mnie na chwilę do Japonii.

    OdpowiedzUsuń
  4. "dobrej jakości" - jak bardzo zazdroszczę :). Szczególnie tych papierów.
    A piosenka faktycznie - może być koszmarem :)

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania! <3 (Maniacy gramatyczni, reklamy, czytanie bez zrozumienia i hejty nie są mile widziane. :)