[KSIĄŻKI] Japoński miszmasz

17:22 by

„Orientalizm, a w bardziej geograficznie wyspecjalizowanej formie: japonizm, funkcjonuje jako interesujący z punktu widzenia problematyki psycho(pato)logii życia społecznego nurt (pseudo)intelektualny o zasięgu światowym.” (Japoński miszmasz, Arkadiusz Jabłoński)
Wiem, że Wy wiecie, że to co piszę na blogu o Japonii nigdy nie odnosi się do całego kraju i do wszystkich ludzi, którzy w nim żyją. Jednak sądząc po komentarzach osób, które wpadają tu przypadkiem, nie wszyscy o tym wiedzą. I mimo, że w każdym wpisie zaznaczam, że „to nie dotyczy wszystkich ludzi”, że „opisuję tylko zjawisko jakich wiele” i że „to nie znaczy, że to nie jest normalny kraj” to i tak pojawiają się głosy „o matko, co za chory naród”.

Otóż guess what: WSZĘDZIE są „chorzy” ludzie.
Stereotyp - „utrwalone, ograniczone >>obrazy w naszej głowie<<, z reguły niełatwo ulegające zmianie.” (Słownik socjologii i nauk społecznych)
Stereotyp – „jednostronny, upraszczający, wyidealizowany obraz własnej zbiorowości (autostereotyp) i równie jednostronna, upraszczająca i negatywna wizja zbiorowości obcych (w skrajnym przypadku traktowanych jako wrogie). (Socjologia, Piotr Sztompka)
Odniosę się tylko do mojego ulubionego stereotypu o Japonii: KRAJ PEŁEN ZBOCZEŃCÓW, co oznacza, że mój Luby Japończyk, a co za tym idzie i ja jesteśmy totalnie pokręceni na tym punkcie! No bo jak inaczej? WSZYSCY w Japonii tacy są! A skoro ja jestem z Japończykiem, to przecież też muszę taka być. Tak? Nie! Wyobraźcie sobie, że słyszałam takie komentarze. Oczywiście, bo nigdzie indziej, a w szczególności w Polsce nie ma zboczeńców. Prawda?

Pamiętacie jak obiegł Internet filmik z „jednego z teleturniejów, które lecą normalnie w ciągu dnia na NHK”, w którym chodziło o to, że mężczyzna miał śpiewać podczas gdy pani ręką doprowadzała go do orgazmu? Nawet artykuły się pojawiły na ten temat! Bo przecież Japończycy oglądają TYLKO takie teleturnieje (albo ten, w którym panowie mieli biegać wkoło kręcąc wielkim kołowrotkiem, którego obrót powodował, że ubranie, które pani stojąca obok miała na sobie, się pruło). „NAWET DZIECI TO OGLĄDAJĄ!”

No cóż. Pamiętam, że zadałam sobie trud (a trwało to 5 minut) i sprawdziłam, że program o śpiewaniu i masturbacji nazywa się „Sing If You Can“ i emitowany był w japońskiej satelitarnej TELEWIZJI DLA DOROSŁYCH (o ile dobrze pamiętam było to: BS Sky cable) i napisałam na ten temat komentarz. I autor uznał, że pieprzę głupoty! Bo przecież widać wyraźnie, że na NHK nie ma żadnych filmów i seriali! I jako dowód podesłał link do strony NHK World. Czyli jest dowód! Otóż nie ma, bo tak się składa, że chociaż faktycznie na NHK World nie ma (przynajmniej nie za dużo) filmów i seriali to są dokumenty, programy edukacyjne, podróżnice, kulinarne, informacyjne itd. Bo to jest telewizja po angielsku, emitowana do innych krajów. O Japonii. No ale co z tego? Co z tego, że można sprawdzić? Przecież lepiej jest napisać, że to narodowa telewizja NHK emituje, prawda? Bo taki news się lepiej sprzeda. Dodając do tego jeszcze dużo informacji o dziwakach i zboczeńcach otaku, którzy żenią się z poduszkami (co najmniej połowa Japończyków!) i mają słabość do nastoletnich dziewczynek w mundurkach (przecież tylko w Japonii! Nigdzie indziej ludzie nie przebierają się w celach seksualnych w mundurki szkolne. Absolutnie!) lub uroczych sukienkach. A najlepiej jeszcze, żeby była w to wmieszana ośmiornica. No i love hotele! Tysiące, TYSIĄCE love hoteli, w których można spełniać najdziwniejsze fantazje. Wszyscy tam chodzą. I jeszcze przecież host cluby, hostess cluby, GEJSZE i miliony seks shopów. Tak? No oczywiście, że tak!!! Tak nam mówią w gazetach i programach (bo gdzie indziej ludzie nie wynajmują pokoi hotelowych na godziny, nie odwiedzają moteli no i oczywiście nie ma żadnych przybytków, które ułatwiają spełnianie seksualnych fantazji. A btw, np. we Francji jest takie miejsce, do którego przyjeżdżają panowie po to, żeby pani w stroju pielęgniarki zrobiła im lewatywę. I ich to podnieca! I to nie są Japończycy! I płacą za to dużą kasę….)

- No tak, tak ale Japonia, to jednak Japonia.. wiadomo.

Co wiadomo???????????????????

To jacy są jeszcze Japończycy? Pracoholicy, sztywni, bez emocji, bez uczuć, aseksualni (to o co chodzi z tymi wszystkimi stereotypami, że kochają fetysze i SM?), uzależnieni od mang i anime, niezdolni do kochania, mężczyźni to bezwzględni samuraje, którzy robią z kobiet niewolnice, niekreatywni (serio?), brutalni, nie lubią obcokrajowców, boją się obcokrajowców, nie chcą pomagać obcokrajowcom, rasistowscy (????????), nieśmiali, a do tego mali, słabi, bez owłosienia (heeee?!), dużo piją alkoholu, jedzą psy i ogółem dziwacy i nie wiem jak ten kraj się jeszcze trzyma w kupie. Właściwie to wszystko co napisałam idealnie podsumowuje nazwa grupy na fejsbuku (słabo mi się robi) „Gejsze,sushi,Lolity i automaty z majtkami- wybierz się do Japonii z nami”.

A! Zapomniałam, że są również głosy, że w Japonii wszystko jest przeurocze, lekko różowe i cudowne i w ogóle nic złego się tam nie dzieje. „Oooo matko, masz chłopaka Japończyka! Jakie to musi być cudowne! Każdy dzień jest na pewno kawaii. Jak ja bym chciała być z Azjatą! Oni są tacy śliczni i cudowni i uroczy!!!”.

Czasem ludzie zadają mi pytania o te wszystkie sprawy (i więcej) albo porostu coś w stylu „no to jak to jest być z Japończykiem?” i gdy rozpoczynam odpowiedź od: „wiesz… to jest kraj jak każdy inny…” to widzę rozczarowanie pomieszane z powątpiewaniem. Chyba myślą, że coś ukrywam. Przepraszam, że nie zapewniam Wam rozrywki…

Napisałam kiedyś tekst „Ja i Japończyk”, w którym odnoszę się do filmiku na YT, w którym dwie Amerykanki (i ich mężowie) wymieniają 4 cechy, które je zaskoczyły w ich japońskich partnerach. Jak tam wspomniałam, nie mogę podpisać się pod tym filmikiem, czyli mamy kolejny dowód na to, że nie wszyscy są tacy sami. ;) Jak ktoś coś to tu.

Takie programy jak ten słynny Agnieszki Szulim „Szalone Tokio” są w miarę niegroźne tylko wtedy gdy widz ogląda je wiedząc coś sensownego o Japonii albo gdy przynajmniej jest w stanie założyć (i się tego trzymać), że to kraj jak każdy inny, a to co pokazane na ekranie dotyczy tylko pewnego wycinka rzeczywistości. Jeżeli oglądacz jest w stanie zwalczyć w sobie pokusę rozciągnięcia podanych faktów na całość narodu – to ok. Ale ilu jest takich, którzy pomyślą?

Ok 3 głębokie wdechy i do sedna!

Po tym pełnym emocji wywodzie, chcę polecić Wam pięknie wydaną książkę prof. Arkadiusza Jabłońskiego, pt. „Japoński miszmasz”. To jest absolutne must-read, zwłaszcza dla tych, którzy się Japonią interesują. Nawet troszeczkę. Pozycja ta niczym powiew zimnego wiatru rozwiewa skołatane i poplątane myśli. Zwłaszcza, że autor rozprawia się z kilkoma poczytnymi „dziełami”.


Informacje o książce:
Japoński miszmasz
Arkadiusz Jabłoński
2015: Jeżeli P To Q



Pisząc ostatnie zdanie tego tekstu nie mogę nie zapytać: walka z wiatrakami?




all rights reserved :) ®

6 komentarzy:

  1. Nie noszę absolutnie stereotypów i wyrabiania sobie opinii na czyjś temat tylko ze względu na to, że należy do jakiejś grupy, jest określonej płci czy narodowości... Ech. Niestety jest to problem bardzo widoczny, że społeczeństwo żyje takimi krzywdzącymi opisami na codzień, zwłaszcza w takim kraju jak nasz. :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny tekst. Żaden ze mnie znawca Japonii, po prostu wieloletni oglądacz anime, ale już dawno zauważyłam, że na temat Japonii absolutnie każdy ma jakąś ciekawostkę. A już zwłaszcza osoby, które nawet nie bardzo wiedzą, jakie kraje są na świecie. I zwykle są to ciekawostki z gatunku automatów z majtkami. Niestety nawet autorzy książek o Japonii czasem podążają tym tropem.

    OdpowiedzUsuń
  3. Z zainteresowaniem przeczytałam krytyczne artykuły dr Jabłkońskiego m.in. na temat "Japońskiego wachlarza" i byłam na jednym jego wykładzie, więc i po tę książkę chętnie sięgnę. Twój tekst też bardzo mi się podoba, trafia w sedno!

    OdpowiedzUsuń
  4. Walka z wiatrakami.
    Zawsze łatwiej zapamiętać "sensacyjne" ciekawostki i podawać je dalej, niż poddać krytycznemu osądowi.
    Bo wiesz, Polacy piją, nie myją się, nie znają języków i żyją na wsi :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Myślę, że ostatnie zdanie tekstu trafia w sedno. To zawsze będzie walka z wiatrakami.Nikogo na siłę nie przekonasz jeśli ktoś nie zechce zostać przekonany. Rozumiem, że stereotypy Cię irytują czy może nawet denerwują zwłaszcza gdy jesteś w związku z Japończykiem, jednak ja zalecam odpuścić i robić swoje, nie przekrzyczysz wszystkich, a nerwów szkoda. Pisz z myślą o ludziach bardziej zorientowanych, bardziej tolerancyjnych, przecież nie każdy musi się z Tobą zgadzać. A na tych co mają za ciasne umysły szkoda czasu :)Znalazłam się na twoim blogu bo szukałam czegoś na temat książki Japoński miszmasz, którą zamierzam przeczytać. Przyznam się, że przeczytałam już dwie książki Joanny Bator, ale jej styl pisania nie koniecznie do mnie przemawia i szukam czegoś nowego, a swoją drogą czyż ta okładka nie jest cudowna? Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z wszystkim, co napisałaś. :) I tak, okładka jest absolutnie cudowna! :)

      Usuń

Zapraszam do komentowania! <3 (Maniacy gramatyczni, reklamy, czytanie bez zrozumienia i hejty nie są mile widziane. :)