Ja i Japończyk

17:19 by


Wpadł mi dzisiaj na youtubuwą tablicę jako „polecany” filmik Rachel i Juna pt. „4 dziwne fakty o japońskich mężach”. Pomyślałam sobie, że zagadnienie interesujące i zaczęłam się sama nad tymi dziwnymi faktami zastanawiać. Przy okazji pojawił mi się w głowie pomysł na wpis, który mam nadzieję będzie i dla Was ciekawy. :)

Rachel i jej koleżanka – obie Amerykanki, wymieniły 4 fakty o swoich japońskich mężach:


1. obsesja na punkcie czystych stóp w kontekście łóżka – chodzi im tu o to, że panowie Japończycy wymagali od nich umycia stóp przed wejściem do łóżka albo oczyszczenie ich wilgotnymi chusteczkami oraz o absolutny zakaz dotykania stopami poduszek.

Szczerze Wam powiem, ze nigdy o czymś takim nie słyszałam – chodzi mi o jakieś specjalne czyszczenie stóp i o niedotykanie stopami poduszki. Luby nigdy czegoś takiego ode mnie nie wymaga ani sam też tego nigdy nie przestrzegał. :)

2. niedzielenie się z rodziną, przyjaciółmi i ogółem ze światem informacją, że jest się z kimś w związku

Z tym się zgodzę, ale po części. Luby nie ma zwyczaju trąbienia o związku, wrzucaniu zdjęć, opowiadaniu itd., ale też tego nie ukrywa ani przez rodziną ani przed znajomymi. :)

3. problemy z dogadaniem się (ah te niuanse)

Tu z kolei dziewczyny mówią o problemach językowych, a konkretniej o nieznajomości niuansów. Wiecie, np. chłopak mówi „musimy porozmawiać wieczorem” i dziewczyna stresuje się pół dnia, bo nie wie o co chodzi, a później okazuje się, że on chciał po prostu pogadać. Taki przykład podali. My mamy inny problem, bo rozmawiamy w trzech językach – po polsku, który jest moim językiem, a Luby mówi w nim średnio, po japońsku – ja mówię słabo, a Lubego to jest pierwszy język i po angielsku – głównie, po którym żadne z nas nie porusza się super biegle. Co więcej, ja znam angielski bardziej codzienny, normalny, pełen związków frazeologicznych, powiedzeń itd., a Luby bardziej formalny. Dodajmy do tego jeszcze naleciałości z naszych narodowych języków i różnice kulturowe… Ja nie wiem jak to jest możliwe, że się jeszcze nie pozabijaliśmy. ;) Ogółem nasz osobisty wewnętrzny język budowany jest zazwyczaj na podstawie polskiej gramatyki z użyciem słów polskich, japońskich, angielskich, nowomowy i hermetycznych żartów.

4. nieświadomość tego, że się flirtuje tudzież, że ktoś ich podrywa

Tu chodzi o taką sytuację, że panowie np. są skłonni umówić się na kolację i nie wziąć w ogóle pod uwagę faktu, że dziewczynie, która im to zaproponowała, mogą się podobać. Chodzi im głównie o relacje Japończyk – nie-Azjatka.


A gdybym miała zrobić swoją listę 4 rzeczy, które były dla mnie zaskakujące?

1. pewnym zaskoczeniem (bardzo pozytywnym) było dla mnie to, że Luby nie jest stereotypowo czyli patriarchalnie nastawiony do życia. O Japonii tak się często przecież mówi, że podział ról wg płci jest i dobrze się miewa. ;) Kolejny dowód na to, że nie ma co uogólniać. Mam czasem nawet wrażenie, że Luby jest bardziej feministyczny ode mnie. Jakiekolwiek prace domowe, podział obowiązków, zwyczaje czy cokolwiek, co może się Wam skojarzyć ze stereotypowym podziałem wg płci u Niego nie istnieje. Równość praw przy zachowaniu naturalnej odrębności biologicznej. :)

2. duży szacunek i tolerancja do drugiego człowieka – do chęci, charakteru, planów, aspiracji, wieku, stanu zdrowia, pracy, zobowiązań, koloru skóry, płci, preferencji seksualnych itd. To jest super i mniej super. Zależy od sytuacji i o czym mówimy. Ogólnie w stosunku do ludzi – fajnie, ale w związku to już różnie. Bo tak samo jak mi daje dużą swobodę tak samo tej swobody wymaga. :) I to jest też cecha, którą mniej lub bardziej rozwiniętą ma sporo Japończyków. Oni potrafią pozwolić komuś wyjechać na rok i w ogóle nie przeszkadzać tej osobie wiadomościami czy dzwonieniem tylko po to, żeby ta osoba mogła się w czymś spokojnie zrealizować. Oczywiście nie mówię, że wszyscy. Albo ktoś idzie na wesele, a partner nie chce iść – ok. Nie ma problemu. A u nas co jest? Często kłótnia.

3. nie robienie problemu z różnych fizjologicznych przypadłości – czy boli cię brzuch, głowa, musisz biegać do toalety czy twoje ciało wydaje z siebie różne dziwne dźwięki, to absolutnie nie jest problem i co więcej, nie ma mowy o jakiejkolwiek niezręcznej atmosferze z tym związanej. 100 % komfortu. Nie wiem czy taką cechę mają wszyscy Japończycy, ale Ci których spotkałam na pewno mieli. U nas rzadko się to spotyka – jest co najmniej śmiech albo głupie uwagi. Oczywiście nie mówię, że to znaczy, że każdy sobie pierdzi gdzie popadnie i się tym nie przejmuje. Mówię o sytuacji jeśli się coś takiego komuś przydarzy. :) Ja akurat miałam w Japonii problem z przeziębionym pęcherzem (kocham Japonię za miliony czystych i darmowych toalet) i mimo, że zakłócałam bieg dnia częstymi wizytami w tych przybytkach nie dało się wyczuć żadnego zniecierpliwienia czy nie słyszałam jakichś głupich komentarzy. To się łączy bardzo z punktem nr 2.

4. duże poczucie obowiązku. Jak Luby ma coś do zrobienia to to jest priorytet i mówię tu zarówno o ugotowaniu obiadu jak i o przygotowanie wykładu na zajęcia. Wszystko jest temu zadaniu wtedy podporządkowane. Szczerze mówiąc to ta cecha mnie czasem irytuje. :) Bo „nie, nie mogę wyjść, bo muszę przecież, bo zajęcia, bo napisać, bo praca”, a niekoniecznie cały czas faktycznie pracuje. Jednak w głowie to siedzi na tyle mocno, że trudno mu to przezwyciężyć.




 
dziękuję za wypowiedź

all rights reserved :) ®

3 komentarze:

  1. Nie boisz się, że więź, którą macie, w dużej mierze udaje się utrzymać właśnie z powodu językowego lawirowania? Zawsze mnie to ciekawiło, jak ludzie sobie radzą, w takich międzykulturowych związkach, czy czują się pewni? :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że gdyby więź była oparta na tak słabym fundamencie to już dawno nic by z tego nie było, a w końcu minęło parę ładnych lat. :) Dużo rozmawiamy, a o ważnych rzeczach jednak głównie po angielsku i tak długo jak trzeba żeby się dobrze zrozumieć. Poza tym chcąc nie chcąc mówimy sobie wszystko wprost - bez metafor, sugestii itd. - czy to dobre czy złe rzeczy - i myślę, że dzięki temu nie ma niedomówień, nie ma fochów nie wiadomo o co, itd. :) :) Życie razem na pewno wymaga też poznania swoich kultur itd., żeby lepiej zrozumieć pewne zachowania. I oczywiście trochę kompromisów. :)

      Dziękuję za ciekawy komentarz! :)

      Usuń
    2. Trudniej się sobą znudzić kiedy w zasadzie każdego dnia jest coś nowego do odkrycia. Macie szansę na ustawiczny rozwój językowy. Ciężko mi sobie wyobrazić lepszą motywację niż miłość :) No i zgadzam się z tym, że związek to sztuka kompromisu i "walka" o uczucie.

      Usuń

Zapraszam do komentowania! <3 (Maniacy gramatyczni, reklamy, czytanie bez zrozumienia i hejty nie są mile widziane. :)