Randka w ciemno

20:18 by
Ciemno, zimno, puste ulice. Późno. Mijamy przepastne ciemne bramy. Przyspieszamy kroku. Jednak głosy są radosne, jest śmiech, błyszczą oczy. Im bliżej celu tym cisza głośniej szumi. Idziemy podjazdem, do góry, mijają nas samochody. Duże okna, dużo światła, dużo ludzi. Wchodzimy. 

W prawo, w lewo? Musimy odebrać bilety. Szybkie pytanie, krótka rozmowa, zostawiamy płaszcze. Już wiemy dokąd trzeba pójść. Wchodzimy, płacimy, mamy. Kilka przydrożnych przywitań i już wchodzimy w przyciemnioną przestrzeń. Nasze miejsca są… w połowie zajęte. Dwa miejsca. Na jednym ktoś siedzi. O co chodzi? Robi się lekkie zamieszanie. Okazało się, że niektórzy kupili bilety przez Internet i przez jakieś błędy zdublowała się część rezerwacji. Dla wszystkich wystarczy miejsc, proszę tylko poczekać – zapewnia, któryś z pracowników. Usiadłyśmy na jednym naszym i jednym nie-naszym miejscu. Po co robić zamieszanie? Panie, które miały podobną sytuację do naszej – jedno zajęte i jedno nie, usiadły obok. Ludzie, którzy nas „podsiedli” oznajmili – Nie ruszamy się i koniec….

Tego wieczoru, po raz kolejny, Dom Kultury gości u siebie aktorów z zewnątrz. Jednak… Miał być inny skład. Ktoś jest chory, kogoś nie ma. Nie do końca wiadomo czemu. Ukłucie rozczarowania. Trochę szumów, szmerów – Kto to? Czemu nie ma…? Jak to tak?

Sala już pełna, zgasło światło, zaczyna się - lekko mozolnie, lekko monotonnie. Okazuje się jednak, że to celowo, dla kontrastu – życie bez miłości i życie z miłością... Sztuka jest o szukaniu, o randkach w ciemno, o różnicach między ludźmi, o rozumieniu się, rozmawianiu, przyjaźni. Różne pokolenia, różne typy, różne osoby. A jednak, mimo różnic, można w tłumie znaleźć kogoś, kto, mimo, że odrębny, jednak jest podobny. Puzelek pasuje do puzelka.

Sztuka była długa. To i owo - i podejrzewam, że nie tylko mnie - bolało od siedzenia na lekko niewygodnych fotelikach. Ale jeszcze czas na mój ulubiony moment - sam koniec - kiedy aktorzy wychodzą żeby się ukłonić. Uwielbiam patrzeć wtedy na ich twarze. To jest ten moment kiedy przemieniają się w siebie z postaci, którą grali. Niektórzy są zawstydzeni, niektórzy odprężeni, niektórzy przeszczęśliwi, niektórzy strasznie poważni, jakby lekko obrażeni, niektórzy zażenowani, a niektórzy narcyzowaci, diwujący. Lubię to przeobrażenie. Fascynuje mnie. Lubię też przyglądać się drobnym szczegółom, które użyte przez poszczególnych aktorów tworzą daną postać. Wyróżniają ją, sprawiają, że jest jakaś.

Tysiąc razy bardziej wolę pójść do teatru i mogę nawet siedzieć na schodach jeśli trzeba, niż obejrzeć film. Nieczęsto mam okazję, ale jak mam to jestem szczęśliwa.

Spektakl: "Randka w ciemno na dwie pary", przyjechał do nas z teatru Palladinum gdzie ma premierę 14.03. Skład miał być taki: Krzysztof Ibisz, Tomasz Stockinger, Ewa Kuklińska i Olga Borys, a był taki: Tomasz Stockinger, Ewa Kuklińska, Alicja Kwiatkowska i Dariusz Kordek. I mimo tego, że szłam tam nastawiona na obejrzenie innych aktorów to początkowe rozczarowanie szybko minęło. Bardzo przyjemna sztuka. Polecam. :)



źródło


dziękuję za wypowiedź

  koniecznie zagłosuj na mój blog :) <= kliknij

2 komentarze:

  1. Ech, wiele razy przechodziłam przez taką dezorganizację, ale zazwyczaj macham wtedy ręką i czekam aż kosmos poukłada wszystkie atomy po swojemu. Zgadzam się z Tobą w pełni, co do momentu ostatecznego wyjścia aktorów na scenę. Wtedy przyglądam się im twarzom bardzo uważnie i im bardziej mina odbiega od tej pokazywanej przez większość wieczoru, tym większa ekscytacja i uznanie z mej strony.

    OdpowiedzUsuń
  2. Komedia romantyczna? Z akcją w barze "pod Wackiem" ?! Chyba nie. Jeśli bawi Was tekst "pod Wackiem" albo "rym do wuj, rym do gwizda" to powodzenia. Zarechoczecie się na tej sztuce po pachy. Polecam! Kupcie bilety, wspomóżcie zespół, bo mają po dwie osoby na jedną rolę w liście płac. Sam tekst jest słabiutki, zbudowany na powtórzeniach tych samych kwestii (ctr-c, ctr-v?) i nuuudny. Gdyby go skrócić, to wraz ze sposobem interpretacji byłby typowym skeczem do kabaretu. Ale niezbyt śmiesznym. Wstęp do "You Can Leave Your Hat On" jest odtwarzany jako przerywnik ze 100 razy i zamarzycie w końcu aby zamiast kolejnej sceny dali po prostu posłuchać Joe Cokckera do końca. Na szczęście jest antrakt. Można uciec. Na koniec żyją długo i szczęśliwie

    OdpowiedzUsuń

Zapraszam do komentowania! <3 (Maniacy gramatyczni, reklamy, czytanie bez zrozumienia i hejty nie są mile widziane. :)