Lot do Rzymu i pył z Eyjafjallajökull - updated



Pamiętacie islandzki wulkan Eyjafjallajökull? Ten który wybuchł pierwszy raz 20. marca 2010 r., a nastepnie 14. kwietnia i zablokował swoim buchającym pyłem wulkanicznym ruch powietrzny nad Europą? I to pożądnie zablokował. Loty z głównych lotnisk zostały zawieszone.*

On sobie tak buchał i dmuchał, a ja miałam na 21.04 zarezerwowany bilet. Z Gdańska. Do Rzymu. Na mini wakacje.  Lot był jakoś rano więc żeby dojechać do Gdańska musieliśmy wstać o chorej godzinie (3..?). Poprzedniego wieczoru nie było wiadomo - pakować się czy nie? Telefon na lotnisko nic nie dał - poleci albo nie poleci. W końcu przygotowałyśmy się (leciałam z mamusią) do drogi i tata odwiózł nas na lotnisko. Odprawa poszła sprawnie. No to czekamy. Nasz śliczny różowy Wizzerek czekał potulnie na płycie lotniska. Obserwowałyśmy go zza okna. 




Kilka lotów przed naszym w ostatniej chwili odwołano. Ludzie nie byli zbyt szczęśliwi. Jednak...
nasza bramka w końcu się otworzyła. Można lecieć. Radość. Wielka radość, bo we Włoszech byłam wcześniej 3 razy i zawsze, ale to zawsze świetnie się tam czułam. Np. Wenecja ♡♡♡♡

Filmik pokazuje ruch powietrzny w czasie kiedy szalał wulkan :)

 

To był dziwny lot. Panował jakiś taki zupełny spokój, ale nie powodowany strachem czy stresem. Wręcz przeciwnie. Wszyscy byli bardzo radośni. Sama obsługa i piloci żartowali, że wreszcie mogą znowu latać. :)

Nasz wyjazd był zorganizowany. Kupiłyśmy po prostu wycieczkę last minute na parę dni do Rzymu. W związku z tym na Lotnisku Rzym-Fiumicino im. Leonarda da Vinci miał czekać na nas Pan Opiekun-Przewodnik. I czekał. Pan Jacek. Jak się okazało czekał tylko na nas. Bo inne częsci wycieczki nie doleciały, a raczej - nie wyleciały z Polski. Przyjechał po nas swoim prywatnym samochodem. A myśmy wsiadły bez zastanowienia. I pojechałyśmy z nim w nieznane. Później nie mogłyśmy się sobie nadziwić jakie to w sumie było ryzykowne. Ale z drugiej strony (tak sobie tłumaczyłyśmy) w końcu miał listę obecności, na której m.in. były nasze dane, nie? I wiedział o której na nas czekać i że tylko my będziemy... 

Wycieczka okazała się cudowna. Pan Jacek totalnie zmodyfikował plan zwiedzania, dodał różne ciekawe miejsce, których normalnie się nie objrzeżdża, bo za duża grupa. Wszędzie nas woził swoim malutkim samochodzikiem. Poznałyśmy też jego Ukochaną, która - jak mawiał - spadła mu, dosłownie, z nieba. Otóż Pani pracowała w Rzymie i pewnego razu wyszło tak, że wylądowała w samolociku-awionetce. Zawodowo. Polecieli i spadli. Pani się bardzo połamała, a Pan Jacek przez znajomego został poproszony o pomoc w załatwieniu miejsca w dobrym szpitalu. Pan Jacek pomógł. I tak już zostało.

Dużo rozmawialiśmy, opowiadał sporo ciekawostek i historii z życia (mieszkał tam od dwudziestu lat). Nowa sytuacja była fajna i szybko przeprogramowałysmy się na tryb możemy-robić-co-chcemy. Dzięki zaprzyjaźnieniu się z Panem Jackiem bez problemu umawialiśmy się o jakiejś porze gdzieś i w ten sposób mogłyśmy oddawać się też temu, co lubimy najbardziej - czyli łażeniu w nieznane i podziwianiu. 


Pod koniec naszego pobytu udało się dolecieć dwóm nowym parom. To jednak nie przeszkadzało, bo co to za wielka grupa - 6 osób i przewodnik. ;) Atmosfera była bardzo beztrosko-imprezowo-radosno-poufała. 


A Rzym? Od razu się zakochałam. Od samego wjazdu. :) Architektura, atmosfera, ludzie, jedzenie (oczywiście). Moje ukochane lasagne... i lody..... mmmmm No i nie będę ukrywać, że bardzo przyjemne były włoskie komplementy. Jak mogłabym być niezadowolona z sytuacji gdy pan, zamiast jechać dalej, postanawia zablokować ruch by mnie pozaczepiać czym naraża się na złość reszty uczestników ruchu? ;) 


Kilka (bardzo kilka) zdjęć:







La fontana dell'Acqua Paola:




Kościół Santa Sabina z V wieku:





Lateran:

1. Widok przez dziurkę od klucza w bramie siedziby Kawalerów Maltańskich

Moja prześwietlona wersja (widać coś tylko dzięki mozolnemu zmienianiu kontrastów i odcieni...)


 A to nie moja (i nie prześwietlona) i dużo ładniejsza wersja

źródło


2. Baptysterium Katedry św. Jana na Lateranie (Battistero Lateranense)


Pierwsza i główna kaplica chrzcielna Kościoła Rzymskiego.





Scala Sancta


Scala Santa (wł. Święte Schody) – liczące 28 stopni schody, które zgodnie z legendą pochodzą z pałacu Poncjusza PiłataJezus Chrystus miał po nich być prowadzony na sąd. Schody te przywiezione zostały z Jerozolimy do Rzymu w r. 326 przez św. Helenę, matkę cesarza Konstantyna I. Znajdują się one w pochodzącym z XVI w. budynku, położonym naprzeciwko Bazyliki Św. Jana na Lateranie, wzniesionym w r. 1589 na polecenie papieża Sykstusa V. Prowadzą do kaplicy San Lorenzo, w której znajduje się acheiropoieton. Obecnie pokryte są drewnianą okładziną i wolno nimi wchodzić tylko na kolanach. (źródło

Weszłyśmy. Trudne doświadczenie.




Bazylika Santa Maria degli Angeli 

(Matki Bożej Anielskiej)

Z zewnątrz na to nie wygląda, ale jak się wejdzie do środka - ogrom zapiera dech.



Ulica ;)



Metro



Watykan:

1. Makieta Watykanu w Watykanie


2. Ostatnia wieczerza


3.


4. Watykan. Złota kula na Cortile della Pigna (Dziedzińcu Pinii) na terenie Muzeów Watykańskich.


Dwie złote kule wykonane przez Arnaldo Pomodoro: pierwsza to Ziemia, a ta w środku symbolizuje Kościół, jako nienaruszoną jednostkę centralną świata.


5. Galeria Map


40 map na ścianach wymalowanych w latach 1580 - 1585.


6. Bazylika św. Piotra w Watykanie (Basilica Papale di San Pietro in Vaticano)



7. 



8. Kaplica Sykstyńska

Tych zdjęć nie powinnam mieć, bo nie wolno. Wcale. Zrobiłam komórką bez lampy i i tak dostałam ochrzan.




Ulica



Katakumby św. Sebastiana:

To jedne z niewielu tego typu atrakcji turystycznych w Rzymie, udostępnionych dla zwiedzających. Cmentarz ten jest usytuowany na trzech poziomach i łącznie ma długość ok. 12 km. Turystom udostępniono jedynie drugi poziom nekropolii. Bazylika św. Sebastiana, którą wzniesiono nad domniemanym grobem męczennika, to jedna z najstarszych chrześcijańskich świątyń w Rzymie.  (źródło)

Tych zdjęć też nie powinnam mieć. Tu, za zrobienie z lampą, dostałam jeszcze większy opieprz.





Forum Romanum:





Koloseum:





Widok z zamku Świętego Anioła


Od IX wieku zamek jest  połączony z Watykanem murem obronnym mającym chronić bazylikę i całą dzielnicę Borgo Vaticano. W 1277 roku powstał w nim ukryty korytarz, który zapewniał papieżom możliwość ucieczki do fortecy.

Ważnym elementem całego kompleksu architektonicznego zamku jest most na Tybrze, który do niego prowadzi. (źródło




*15. kwietnia 2010 w BelgiiCzechachDaniiEstoniiFinlandiiFrancjiIslandiiHiszpaniiHolandii, na Litwie, nam Łotwie, w NiemczechNorwegiiIrlandiiRosjiSzwecji i Wielkiej Brytanii. 15. kwietnia zamknęła się Polska, 16. Austria, MołdawiaSłowacjaSzwajcariaWęgry i Włochy, 17 kwietnia Bośnia i HercegowinaChorwacja, Czarnogóra, Rumunia i Serbia. Przez to wszystko sporo delegacji nie dotarło na pogrzeb naszej Pary Prezydenckiej. 


dziękuję za wypowiedź


koniecznie zagłosuj na mój blog :) <= kliknij

zdjęcia (które są moje) są moje, tekst mój (chyba, że zaznaczono inaczej) - all rights reserved :)

4 komentarze:

  1. No to widzę, że, tak jak u nas, u Ciebie na blogu też klimat wulkaniczny panuje :)
    Zdjęcie przez dziurkę od klucza - ekstra! Bardzo mi się podoba!
    Buziaki!

    OdpowiedzUsuń
  2. lubię takie niespodzianki - niepewność, a potem lepszy zbieg okoliczności, np. przewodnik na własność : )

    OdpowiedzUsuń
  3. A ja bym się chyba bała takiego lotu.. stres by mnie zżerał że coś się stanie...
    __________
    latamyzwarszawy.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sie w sumie bałam przed... W trakcie lotu, który był wyjątkowo spokojny, zapomniałam. :)

      Usuń

Zapraszam do komentowania! <3 (Maniacy gramatyczni, reklamy, czytanie bez zrozumienia i hejty nie są mile widziane. :)